Około rok temu kupiłem coś, o czym śniłem nie tak dawno wcześniej. Zwykle nie pamiętam zbyt wiele ze swoich snów, ale tym razem obudziłem się zaraz po tym, jak marzyłem na jawie o tym, jak tworzę talię tarot w całości ze zdjęć na żywo, naturalnych fotografii. Wydawało mi się wtedy, że to coś zupełnie innego i świeżego, coś czego nikt właściwie nie robił, głównie dlatego, że do tamtej pory nie spotkałem się osobiście z żadną czysto fotograficzną talią tarot.
Kiedy natknąłem się na Somnia tarot, gdzieś pod koniec poprzedniego roku, od razu poczułem, że to coś, co było mi przeznaczone, jeszcze zanim przejrzałem zdjęcia samych kart. To pomimo obietnic składanych sobie, że nie będę już kupować nowych talii w najbliższej przyszłości, bo podobno mam wystarczająco (obietnica, którą składam sobie do dziś, nie bardzo skutecznie).
Pamiętam, że na początku byłem dość zahipnotyzowany zdjęciami talii. Nie były dokładnie tym, czego spodziewałbym się w mojej wyobraźni po fotograficznej talii tarot. Było w nich coś niesamowitego, czasami pewien stopień ponurości i pewne odejście od czystej klasycznej symboliki i obrazowania RWS, ale nie za bardzo. Także, ponieważ twórca talii, Nicolas Bruno, jest profesjonalnym kreatywnym fotografem, obrazy silnie odzwierciedlały twórcze, artystyczne podejście do tarota i fotografii w ogóle. To sprawia, że karty stają się dość oczywistymi dziełami sztuki, nadającymi się na wystawę w galerii sztuki pod każdym względem.
Uderzająca atmosfera w tej talii jest wpływana przez to, co Nicolas opisał jako swoje własne doświadczenie w radzeniu sobie z chroniczną bezsennością i problemami ze snem. Obrazy kart rzeczywiście wydają się być wzięte z prawdziwych snów lub przez nie inspirowane, charakteryzują się psychologiczną głębią, a czasami walką, a nawet depresją. I tutaj właśnie nowa wersja, ulepszona talia, którą otrzymałem kilka tygodni temu za wsparcie Kickstartera, różni się od oryginalnej. Moim zdaniem, poza fizycznymi różnicami mniejszego, standardowego rozmiaru i złotych krawędzi i napisów itp., atmosfera w nowej wersji jest zauważalnie mniej ponura i przygnębiająca, jeśli mogę tak powiedzieć, i to dzięki wzmocnieniu i wzbogaceniu kolorów w zasadzie tych samych obrazów.
W tej nowej pysznej wersji dzieła sztuki, którymi są obrazy talii, dostają zastrzyk żywości, życia, a w niektórych przypadkach więcej intensywności i tego, co można nazwać przepływem nowej krwi. Wydają się jeszcze bardziej uderzające niż oryginały, a jednocześnie jest w nich nieco mniej poczucia depresji. To tak, jakby sny, z których są wzięte, były bardziej optymistyczne, przekazywały więcej pewności siebie i miały więcej bogactwa, jednocześnie zachowując atmosferę psychologicznej głębi i pewien stopień powagi, a nawet walki.
Lubię pracować z nową wersją, ma swoją powagę – czego nie można powiedzieć o wielu taliach, które są dostępne, moim zdaniem. Wyróżnia się, w mojej opinii, tym, że jest zarówno technicznie unikalna – składa się w całości z prawdziwej fotografii inscenizowanych scen w naturze z prawdziwymi ludźmi (wszyscy z ukrytymi twarzami w taki czy inny sposób, co dodaje mistyki talii, moim zdaniem) – jak i artystycznie unikalna, odzwierciedlając prawdziwą, autentyczną psychologiczną walkę i radzenie sobie z wyzwaniami emocjonalnymi, takimi czy innymi. Krótko mówiąc, jest w niej powaga i należy ją tak traktować.
